Zanim się rozpęta, czyli jak "nadęty" rozmawiał z panią Magdą...

Mam potrzebę dokończenia swojej myśli na temat kuchni polskiej w dzisiejszych czasach, czując, że nie wszystko udało się zmieścić w ramach naszej rozmowy w programie "Tomasz Lis na żywo".

Oczywiście, że się rozpęta, to już dobrze wiemy i tylko chwila, nim przekroczy to granice dobrego smaku. Ja tylko dokończę:



- nie zgadzam się na wmawianie Polakom, że się nie da - jeśli się komuś nie chce, używa formuły "nie da się"

- nie zgadzam się, na postawę gdzie przez talerz dzieli się na bogatych i mniej zamożnych - sztuka kulinarna ma siłę inspirowania gastronomii na wszystkich jej poziomach, w miarę możliwości, w miarę zasobności, w miarę dostępności, ale zawsze pokazując i wyznaczając kierunki

- nie zgadzam się, na definiowanie współczesnej czy nowoczesnej kuchni jako opozycji do kuchni tradycyjnej - cała masa inspiracji stamtąd pochodzi, a przywracanie zapomnianych składników w nowej odsłonie zapewnia im przetrwanie jako produktów będących częścią naszego stołu, to hołd składany tradycji

- nie zgadzam się, na "myślenie za Polaków", że się nie znają, że nie rozumieją, że się nie edukują - rozwój gastronomii w Polsce nabiera dynamizmu, restauracje, blogi, książki, programy i wyjazdy zagraniczne kształtują nas i edukują - ma to formę chaotyczną i spontaniczną, ale jest namacalnym dowodem, że rozwijamy nasze przyzwyczajenia kulinarne

- nie akceptuję braku szacunku dla potencjału polskiej ziemi, na której żyjemy - jest bogata i różnorodna, wymaga pracy, trudu i wysiłku, to jak przypowieść biblijna o ziarnach ...kto dostał jedno ziarno i jedno oddał ...?....wiadomo

- nie akceptuję, myślenia o produktach slow food, ekologicznych czy bio-logicznych jako formy podniesienia ich ceny jako cel sam w sobie - targi, bazary, kiermasze i okolicznościowe festiwale nie mają służyć jako łatwy sposób na podniesienie ceny , szczególnie z nastawieniem, że miasto to i tak kupi



- nie akceptuję cwaniactwa polegającego na sprzedawaniu pierwszego produktu jako wyśmienitego i pełnego smaku, by kolejne dostawy były jedynie cieniem tamtego produktu, gdzie ewentualny sukces i rynek zbytu wywracają pierwotny produkt do góry nogami i jest on tylko karykaturą pierwowzoru.

- nie akceptuję faktu, że ludzie małych miasteczek i wsi posiadający własny kawałek ziemi, kupują w pobliskich supermarketach niewiadomego pochodzenia warzywa i owoce, zamiast wzorem wielu lat posiać własne / hiper lokalny znaczy : z własnego i jest to trend światowy!

- nie akceptuję sposobu myślenia restauratorów i mamienia klientów formułą "naj", "najwyższa półka", "najlepsza" - wystarczy w pełni zrozumiana filozofia, autentyczność, osobowość, idea i identyfikacja - każdy dodatkowy przymiotnik wystawią klienci

- poddaję pod rozwagę możliwość większej autonomii dla szefów kuchni/kucharzy i ich ambicji, talentu i zaangażowania - nie sądzę, by znalazł się kucharz, który z założenia chce ugotować źle i niesmacznie

- utożsamiam się z myśleniem, że konkurencja to jedyny sposób na stawianie wyżej poprzeczki, zdrowa i uczciwa rywalizacja, patrzenie na ręce i wymaganie w stosunku "jakość - cena"

- oczekuję na powrót wielu kucharzy, którzy po latach nauki za granicą mają dziś szansę napisać, w sposób czynny, nowy rozdział w historii polskiej gastronomii - już czas!

- wyczekuję czasów, kiedy wzorem kucharzy na świecie inspirujemy, motywujemy i dopingujemy się nawzajem, w przeciwieństwie do wszechobecnego krytykowania, braku szacunku, czarnego PiiiaRuuu i manii wyższości i lepszości



Gdy byłem mały ojciec opowiedział mi taką przypowieść: na jednej ulicy mieszkało trzech krawców. pierwszy napisał na swojej pracowni: Najlepszy krawiec w Europie. drugi widząc to napisał : Najlepszy krawiec na świecie. A trzeci napisał po prostu: Najlepszy krawiec na tej ulicy...

Zacznijmy od tego, że jesteśmy najlepsi na naszej ulicy......

Trwa ładowanie komentarzy...