Rewolucję kulinarną w Polsce mamy już za sobą

Fot. Anna Bedyńska
W przeciwieństwie do tego, co mówi większość, uważam, że rewolucję kulinarną mamy za sobą, nie przed, ani nie w trakcie - dokonaliśmy zmiany w naszym myśleniu, w podejściu do produktów, do gotowania - teraz jest czas progresu, podnoszenia kwalifikacji, świadomości, czas edukowania młodego pokolenia i dbania o to, co już mamy. To żadna rewolucja - to oczywista norma. I kolejny rok poświęćmy na postęp w tej dziedzinie i przestańmy już mówić o rewolucji z pozycji dzikusa, którego wszystko szokuje i trzeba to zmieniać gwałtownymi działaniami.

2014. Cóż nam z Ciebie zostanie... Zacznę chyba jednak od końca. Końca roku, czyli wydarzenia bez precedensu, jakim było wejście na rynek i uroczysta gala Gault&Millau. Dlaczego to takie ważne? Otóż żyjemy w czasach, w których do pędzącego pociągu gastronomii zaczęli wskakiwać właściwie wszyscy. Nie twierdzę, że to złe - taki mamy klimat, jak mawia klasyk, ale w tym owczym pędzie zawsze pozostaje kwestia, kto to wszystko kontroluje, ocenia, mierzy i jaką miarą.



Umiemy sobie radzić w każdych okolicznościach to fakt, sprytnie odnajdujemy się w nowej rzeczywistości, tworzymy swoje zamienniki albo wręcz upiornie kopiujemy znane standardy. W gastronomii do dosyć proste, ponieważ w ustach można zamknąć smak, kęs, wrażenie i wypluć z siebie jedyną słuszną recenzję, a dowody zabrać w podróż do jelita grubego.

Co się dzieje, gdy dowodami zajmują się fachowcy? Co, gdy standardów nie ma kilku, o czym często pisałem przytaczając sławetną "najwyższą półkę", a nieprzekupny, bo przecież anonimowy inspektor, będąc wprawiony, wypełnia punkt po punkcie ankietę, która weryfikuje nasze umiejętności.

Polska ma szczęście nieprzeciętne - przewodnik oceniający cały kraj i to w jakości Gault&Millau, to skok milowy na drodze do świetlanej przyszłości naszej gastronomii. Wyobrażamy sobie, że dedykowane danemu krajowi przewodniki mają tylko największe potęgi gastronomiczne świata, a Skandynawia czekała na swój 11 lat mimo takich establishmentów, jak Noma/ Geranium /Maemo. Ja, w przeciwieństwie do tego, co mówi większość uważam, że rewolucje kulinarną mamy za sobą, nie przed ani nie w trakcie - dokonaliśmy zmiany w naszym myśleniu, w podejściu do produktów, do gotowania - teraz jest czas progresu, podnoszenia kwalifikacji, świadomości, czas edukowania młodego pokolenia i dbania o to, co już mamy. To żadna rewolucja - to oczywista norma.

I kolejny rok poświęćmy na postęp w tej dziedzinie i przestańmy już mówić o rewolucji z pozycji dzikusa, którego wszystko szokuje i trzeba to zmieniać gwałtownymi działaniami.
Trwa ładowanie komentarzy...